top of page

Na Śnieżne Kotły!

  • Zdjęcie autora: Wojciech  Kopasszewski
    Wojciech Kopasszewski
  • 16 lut
  • 2 minut(y) czytania



Karkonosze
Karkonosze we mgle

14 lutego, o dziewiątej rano, startuję z Sobieszowa. Temperatura w granicach zera stopni. W oddali widać niski pułap chmur. Docieram do leśniczówki w Jagniątkowie i dalej poruszam się czarnym szlakiem. Dosyć szybko na szlaku pojawia się oblodzenie, a to znaczy, że czas założyć raki. To konieczne, dają stabilność w czasie marszu i poczucie bezpieczeństwa.


Pierwszy przystanek robię na Petrovce, na ławeczkach. Lubię to miejsce. Nikogo tu nie ma, absolutna cisza, chłód i lekki mróz na tej wysokości. Wypijam kubek herbaty i ruszam dalej. Wchodzę w mgłę. Szans na spektakularne widoki nie ma, ale nic nie szkodzi. Radość przynosi sama wędrówka.



Śnieżne Kotły
Przekaźnik we mgle, skryty za skałą

Moim celem są Śnieżne Kotły, ale ich osiągnięcie nie jest konieczne. Robi się coraz zimniej. Jeżeli dojdę do wniosku, że lepiej będzie zawrócić niż kontynuować, to zawrócę. Kiedy indziej zawsze będę mógł spróbować ponownie.

Od Petrovej Boudy w kierunku celu mojej wyprawy spotykam sporo ludzi. Głównie są to Czesi na nartach. Są grzeczni i uprzejmi, kiedy widzą, że idę, zatrzymują się i przepuszczają mnie. Przy Czeskich Kamieniach robię drugi przystanek. Delektuję się gorącą herbatą i kanapką, wpatrując się jednocześnie w niewyraźne kształty zamarzniętych drzew. Ruszam dalej.



Karkonosze

Wiatr się wzmaga i w okolicy Czarnej Przełęczy wieje już konkretnie. Ubieram dodatkowy polar i konntynuję wędrówkę. Warto być przygotowanym na to, że zrobi się jeszcze zimniej, albo że wiatr się nasili i będzie dodatkowo wychładzał organizm.

Mijam Śmielec i zaczynam podejście pod Wielki Szyszak. Oczywiście po czeskiej stronie, gdzie przebiega szlak zimowy. Ze względów bezpieczeństwa szlak letni jest zamknięty, zimą można nim dojść jedynie do przełęczy pod Śmielcem.

Wędruję, walcząc z wiatrem, i zastanawiam się, czy aby nie zawrócić. Czy nie zmarznę?Chwilę to rozważam i podejmuję decyzję o kontynuowaniu marszu. Jestem ciepło ubrany, a warunki — mimo wszystko — mieszczą się w granicach mojej tolerancji.

Śnieżne Kotły osiągam po 5 godzinach i 10 minutach od wyruszenia. Jestem tam ,nie dlatego, że musiałem, raczej dlatego, że warunki pogodowe mimo wszystko mieściły się w granicach mojej tolerancji.



Karkonosze

Jestem zadowolony. Kolejna przerwa na herbatę i wracam do Sobieszowa. Wracając, poruszam się znacznie szybciej, wszak większość trasy mam z górki.

Całość zajęła mi około ośmiu godzin. Czuję zmęczenie, ale też ogromną satysfakcję.

Do każdego wyjścia w góry należy się odpowiednio przygotować, zabrać coś dodatkowego do ubrania (np. polar), ciepły napój w termosie (a najlepiej w dwóch) oraz zimą koniecznie raczki bądź raki.

Do zobaczenia na szlaku!


Odkrywaj góry. Świadomie. Uważnie. Z pokorą.


Zobacz też mój blog nurkowy: nurkoblog.com/blog

 
 
 

Komentarze


bottom of page